47. dzień wyprawy Bałkany 2010 – 10.12.2010

Wstaję o 6.30, podobnie jak reszta domowników. Po lekkostrawnym, acz słodkim śniadaniu, po 8-ej ruszam w drogę.

Jest przeraźliwie zimno (-2ºC). W drodze do Centrum zatrzymuje mnie słoweńska policjantka i chce mi wlepić 200 euro mandatu za to, że jadę ulicą (nie było zakazu) a obok mam ścieżkę rowerową. Tłumaczę jej, że ścieżka jest oblodzona i grozi upadkiem na asfalt. A ona mi na to, że mam jechać po lodzie albo prowadzić rower, ale na asfalt mam nie wjeżdżać. Po chwili rozmowy stanęło na tym, że spisała mnie i gdzieś zgłosiła, ale mandatu nie wręczyła – podobno jak naruszę po raz kolejny przepisy to będę już w ewidencji do ukarania (jakoś dziwne było to tłumaczenie).

Stare Miasto jest przepiękne. Mimo zimna zwiedzam je stosunkowo długo i bardzo mi się podoba. Ponieważ dzisiaj jest piątek, nie mogę zbyt długo być na mieście, ponieważ zbliża się weekend i nie znajdę transportu do Czech.

 Po 10-ej zjawiam się na stacji benzynowej i parkingu dla TIRów usytuowanym przy obwodnicy, na południe od Centrum Ljubljany. Z zimna od razu wpadam do restauracji na herbatę z cytryną. Po chwili rozmowy dostaję ją od obsługi za darmo i to w konkretnej wielkości kubku.

Kiedy się już ogrzałem, ruszyłem na parking. Nikt nie jechał do Austrii czy Czech. Natomiast od razu dogadałem się z Macedończykiem, który jeździ w Słoweńskiej firmie transportowej. O 20.00 rusza w drogę do Radca, niedaleko Żyliny na Słowacji. Proponuje, abym przez dzień pokręcił się po parkingu, a jak nic nie znajdę to wieczorem mnie zabierze.

Całodniowe poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Od 3 spotkanych polskich kierowców (jechali do Włoch) dowiedziałem się, że Austria ma tak wysokie opłaty tranzytowe, że taniej im jest jechać przez Węgry i Słowację. Na dodatek Macedończycy spadli mi niczym manna z nieba, ponieważ samochody jadące do Polski zatrzymywały się po drugiej stronie autostrady. A tam nie było innego dojścia niż autostrada, po której jest zakaz poruszania się rowerem. A do tego jest surowo przestrzegany, że i na tej stacji przyczepiła się do mnie policja. Chcieli mi wlepić mandat za jazdę po autostradzie i dopiero jak im pokazałem furtkę w płocie, ścieżkę i kawałek dalej inną drogę dojazdową, odstąpili od ukarania.
Z braku możliwości przedostania się zgodnie z planem do Czech, ruszam wieczorem TIRem na Słowację.

dystans dnia – 23,68 km
czas jazdy – 2:03:08 h
średnia prędkość – 11,53 km/h

LEAVE A COMMENT