46. dzień wyprawy Bałkany 2010 – 9.12.2010

Wstaję o 6.00, ale zbieram się bardzo wolno i na dodatek jem śniadanie, więc w drogę ruszam dopiero 1,5 godz. później.

Na początek udaję się na Stare Miasto, a dokładnie na Plac Św. Marka, na którego środku stoi wzniesiony w XIII w. kościół tego samego patrona.

Niestety z jednej strony znajduje się siedziba prezydenta a z drugiej jest budynek parlamentu. W związku z czym gdziekolwiek próbowałem zostawić rower, od razu ochrona interweniowała i nakazywała mi go zabrać.

Trochę pokręciłem się okolicznymi, bardzo ładnymi uliczkami i ruszyłem w drogę. 20 km za Zagrzebiem zatrzymałem się w miasteczku Samobor. Jechało mi się źle, pomimo panującego ciepła – było pochmurno i parno (miałem założone krótkie spodenki i dwie koszulki). W miasteczku spodobał mi się rynek, ale też stwierdziłem, że mam pękniętą szprychę od strony kasety. Od razu odnalazłem w pobliżu sklep rowerowy. Stojąca przed nim kobieta poinformowała mnie, że zostanie otwarty za 5-10 minut. Aby nie marnować czasu, pozostawiłem pod jej nadzorem rower i poszedłem na polecany w przewodniku miejscowy przysmak, tj. samoborska kremśnita (kremówki). Okazało się, że sprzedaż została zmonopolizowana przez jedną restaurację. Tam kupuję ją za 7 kuna. Była smaczna, ale bez przesady. Kiedy wróciłem kobiety nie było, a mechanik miał już zdjęte sakwy i zabierał się do zdjęcia koła (sam znalazł przyczynę, z powodu której zgłosiłem się do niego).

W kilka minut w bardzo profesjonalny sposób naprawił koło i to za darmo. Stwierdził, że sam kiedyś podróżował i teraz nie może ode mnie brać pieniędzy. A ponieważ zna się na fachu, podaję jego adres: Samobor, Gajeva 35, [email protected]
Po naprawie mam już tylko 5 km do przejścia granicznego w Biegana. Po drodze za resztę kuna kupuję chleb i bułeczki oraz ubieram się, ponieważ się ochłodziło. Na granicy dopadła mnie ulewa. Jednak kierowca pierwszego busa, który się pojawił, od razu zgadza się mnie podwieźć 51 km do Centrum Novo Mesto. Tam w deszczu zwiedzam przepiękną Starówkę tego malowniczo położonego miasteczka.

Spodobało mi się, ale przy okazji zmokłem. Do Ljubljany mam 69 km. Nie mam jednak ochoty na jazdę w ulewnym deszczu. Na wyjeździe z miasteczka, po ok. godzinie stania na stacji benzynowej, udaje mi się złapać stopa do stolicy Słowenii. Wówczas rozpętała się prawdziwa śnieżyca. Trafił mi się bardzo miły kierowca, miłośnik rowerów. Postanowił, że odwiezie mnie na adres, który miałem w Ljubljanie. Jednak po drodze całkiem niespodziewanie zatrzymujemy się pod jego domem na obiad! A ponieważ obwodnicą objechaliśmy w 2/3 stolicę, podwózka wyniosła ok. 77 km. Tam też ponownie zaczął padać deszcz. Ok. 15.30 kwateruję się i nie mam ochoty już na nic. Zwiedzanie odkładam na kolejny dzień.

dystans dnia – 32,37 km
czas jazdy – 1:52:16 h
średnia prędkość – 17,30 km/h
dystans całkowity – 44101 km
całkowity czas jazdy – 208:07 h

LEAVE A COMMENT