27.07.2008r. – 111. dzień wyprawy

O 4.42 obudzilo mnie pukanie do drzwi – do jedna z córek przyszla mnie obudzic. Po chwili znowu pukanie – tym razem matka.

O 5.10 bylem juz w drodze. Pomimo tak wczesnej pory, ruch w miasteczku i na wyjezdzie byl nie maly.

Celem dnia bylo dotarcie do szczytow Wutai Shan. Na poczatek mialem 34 km podjazdu do granic parku.

Dotarlem tam ok. 10-tej. Wspinaczka momentami byla niesamowicie ciezka, ale i widoki zapieraly dech w piersiach (przez caly dzien byla bardzo dobra widocznosc).

Tam odpoczalem, zjadlem i ruszylem dalej w kierunku Szczytu Polnocnego – 3058 m.n.p.m. Niby tylko 10 km, z czego 4 km praktycznie plaskie. Ale pozostale 6 km to mordercza wspinaczka.

Powietrza brakowalo. Bywalo, ze schodzilem z roweru i troche go pchalem, aby znowu wsiasc i probowac jechac. Ale Szczyt to wszystko wynagrodzil. Ladna sloneczna pogoda (tylko zimny wiatr) pozwolila na podziwianie wspanilaych widokow na przestrzeni kilkudziesieciu kilometrow.

Tam tez usytuwana jest jedna z ladniejszych Swiatyn, Lingying Si. Po zwiedzaniu poszedlem poprosic mieszkajacych tam mnichow o wode (moje zapasy mocno sie skurczyly, a sklepow nie bylo). Dostalem nie tylko wode, ale i jedzenie – obiad.

Ze Szczytu Polnocnego ruszylem szlakiem pasterskim do Szczytu Srodkowego i Swiatyni Yanjiao Si. Kamienie podczas 4 km zjazdu byly tak duze, ze momentami musialem schodziz z roweru i go prowadzic. „Na dole” byla mala Swiatynia (nawet nie udalo mi sie ustalic jej nazwy), a nastepnie 6 km wspinaczki polna (kamienista) droga.

I wreszcie Szczyt. Padalem ze zmeczenia. Zwiedzilem Swiatynie, napilem sie wody u mnichow i ryszylem w droge do Szczytu Zachodniego i Swiatyni Falei Si. 3 km w dol i tyle samo wspinaczki polna droga. Tam dluzej odpoczalem, a mniszki po zwiedzaniu zaprosily mnie na posilek i daly jeszcze 8 boazi na droge! I na tym sie nie skonczylo. Przywolaly jednego z mnichow, cos mu powiedzialy i pokazaly mi, abym za nim poszedl do Swiatyni. Tam byl drugi mnich. Obaj chwile porozmawiali, a nastepnie wreczyli mi 200Y! Nie zaakceptowali mojegop „nie”!
Nastepnie mialem 16 km zjazdu wyboista, polna droga. Po drodze mijalem dwie swiatynie – jedna z nich ma bardzo ladna, charakterystyczna wieza.

Mialem tam nawet nocowac, ale gdy zaznaczylem, ze nie mam pieniedzy, temat upadl.

Po 19-stej dotarlem do asfaltowej drogi i Swiatyni Jinge Si. Juz zamykano, ale mlody mnich pozwolil jeszcze mi i grupie z busa wejsc do srodka.Pozniej gdzies znikl i nie bylo jak z nim zagaic tematu noclegu.

A dogladajacy „cywil” chcial tylko pozbyc sie ludzi i miec wolne.

Przed 20-sta bylem przed Swiatynia, bez noclegu. Ruszylem do stojacego w poblizu duzego domu. Tam uzyskalem informacje dotyczace drogi do kolejnego szczytu i innych swiatyn. Wg miejscowego najblizsze obiekty byly oddalone o 20 km. Byla 20.00 i praktycznie ciemno. Poczestowali mnie jedzeniem, ale o noclegu nie chcieli slyszec.

A ok. 20.30 wszyscy schowali sie w domu, zostawiajac mnie przed nim samego. Nie wiele namyslajac sie, ruszylem do bocznego wejscia do Swiatyni (do glownego byly dlugie schody). Tam po dluzszym pukaniu pojawil sie ww. mnich. Bez slow wpuscil mnie do srodka, zamknal rower, a mnie najpierw zaprowadzil do kuchni (wedrowca trzeba nakarmic), a nastepnie do pokoju. Nie dal tylko jednego – wody. Ok. 22-giej kladlem sie spac najedzony, ale brudny.

dystans dnia – 78,96 km
czas jazdy – 7:59:05 h
średnia prędkość – 9,88 km/h

6 Comments

  • Frankiewicz Maciej

    „Skoku” trzyma kciuki…jeszcze troche i meta w Pekinie… powodzenia !!! …. 🙂

    31 lipca 2008 at 09:15
  • krzysiek

    Dzieki Franek!
    Meta faktycznie jest blisko, mam jakies 300 km, ale jestem juz bardzozmeczony, ponownie nogi daja znac o sobie.
    Pozdrawiam:)

    1 sierpnia 2008 at 04:50
  • Artur

    Witam!
    Wczoraj natrafiłem na tę stonę i czytałem ją do 3 w nocy. Muszę powiedzieć, że jestem wstrząśnięty. Gratuluję niesamowitego hartu ducha. Fascynuje mnie to, że prawie nigdy nie ma Krzysiek problemów z noclegiem – zawsze wskrzesza u ludzi tę ich dobrą część, która każe im przyjąć podróżnika :). Rozumiem, że namiot jest częścią bagażu, ale chyba nigdy nie było potrzeby go używać?

    PS. Ja też za parę dni wybieram się na swoją wyprawę rowerową, co prawda „trochę” innej skali (10 dni w Norwegii),

    1 sierpnia 2008 at 17:48
  • darek

    Czy ktoś wie co dzieje się z Krzyskiem?

    4 sierpnia 2008 at 09:45
  • admin

    dzisiaj następne relacje – właśnie przygotwuję 😉

    4 sierpnia 2008 at 10:01
  • krzysiek

    Arturze!

    dobrze myslisz – namiot jest czescia bagazu na trasie Sopot-Moskwa i od Irkucka, ale nie korzystalem jeszcze z niego.
    Powodzenia:)

    7 sierpnia 2008 at 05:41
LEAVE A COMMENT