25.07.2008r. – 109. dzień wyprawy

Wstalem po 5-tej, szybko sie spakowalem i pozegnalem z Zhaog Chun. Do Grot Yungang dotarlem o 6.00.

Zastalem mnostwo osob uprawiajacych poranna gimnastyke. Plan dogadania sie ze strozem co do zwiedzania upadl. Mialem dwie godziny wolnego czasu. Moglem spokojnie zjesc i uzupelnic notatki w dzienniku. O 8-ej zaczalem szukac miejsca do pozostawienia roweru (chinczys\cy wszystkiego musza dotknac, wszystko po przestawiac w rowerze). Po 30 min. udalo mi sie dogadac z obsluga, ze rower stanie za barierka do wykrywania metali i oni beda na niego zwracac uwage.

Same Groty sa bardzo interesujace i warte obejrzenia, ale za 45 min. chodzenia zaplacic 60Y to przesada.

Tam poznalem Grzegorza, ktory samotnie zwiedza Chiny, tylko ze koleja i autobusami. Po zwiedzaniu zaprosil mnie na „bulke i soczek”. O 10-tej jednak rozstalismy sie. Ja ruszylem w droge do Datong, gdzie przyszlo mi walczyc z sypiacym sie komputerem w kafejce internetowej. Internet wyłączał sie lub nie dzialal. Doszlo do tego, ze w ponad 2 godz. tylko przygotowalem relacje z kolejnych 2 dni! Pozniej ponad 2 godz. spedzilem na ulicy w cieniu supermarketow i stojacych obok straganow. Tam zjadlem i uzupelnilem zapasy wody i dzemu. Przy okazji zobaczylem codzienne zycie na ulicy w najgorszym upale, a wlasciwie jego brak. Do 15-stej na ulicy nic sie nie dzialo, a niektorzy sprzedawcy nawet spali!

Przed 16-sta ruszylem w dalsza droge. Na szczescie wyjazd mial malo zakretow, wiec poszlo stosunkowo sprawnie. Droga byla plaska, tylko wiatr momentami dokuczal. Odczuwalem takze, ze jestem w rejonie przemyslowym – przezroczystosc powietrza (widocznosc) byla bardzo mala. Gory, ktore sa stosunkowo nie daleko, sa jakby za chmurami.

Po 19-stej zatrzymalem sie na duzej stacji benzynowej, aby dokrecic luzne szprychy w tylnym kole. Zauwazylem, ze w tym budynku takze mieszkaja ludzie. Poczestowali mnie owocem, ale kiedy zapytalem o mozliwosc noclegu, to machali tylko reka, abym jechal dalej, pomimo ze zaczynalo sie sciemniac.

Kilka kilometrow dalej byla wioska Xuejladian. Tam zajechalem do barakow robotniczych. Tam poczestowano mnie arbuzem, ale na nocleg nie przyjeto. Ale nim zjadlem arbuza pojawil sie Su Rui ze swoim tata i oni zaprosili mnie do siebie do domu.

Specjalnie dla mnie na kolacje mama Su Rui przygotowala Noodle (wym. nudos), czyli makaron, papryka, pomidor, troche miesa i ostre przyprawy. Su Rui napisal mi na kartce w j. chinskim nazwy miejscowosci, przez ktore zamierzam przejezdzac w kolejnych dniach. Zna j. angielski, wiec prawie do 23-ciej siedzielismy i rozmawialismy.

dystans dnia – 75,22 km
czas jazdy – 4:39:15 h
średnia prędkość – 16,51 km/h

LEAVE A COMMENT