06.10.2009 r.

  Poranek był niezbyt zachęcający. Co prawda już po deszczu, ale było pochmurno i mokro. Odwrócił się wiatr – dotąd wiał tylko z zachodu, a teraz był wschodni. Po śniadaniu, ok. 8-ej pożegnałem moją gościnną rodzinę (nie przyjęli zapłaty za nocleg) i ruszyłem w drogę. Żegnając się, nie wiedziałem dokąd pojadę. Myślałem o Przemyślu oraz powrocie do domu. Ale po 20 km w Sieniawie, pracownik stacji benzynowej, jako „były” rowerzysta, zasugerował, że fajna droga prowadzi w kierunku Krynicy Zdrój. Kiedy 5 km dalej dotarłem do rozwidlenia dróg, zamiast na Przemyśl, ruszyłem na Rzeszów. Dłuższy odpoczynek zrobiłem sobie w Łańcucie, gdzie postanowiłem z przewodnikiem zwiedzić zamek (2 godz., 26 zł). Była to bardzo dobra decyzja. Interesujący zabytek z dużą ilości eksponatów z czasów jego świetności. 

  Od Przeworska zaczęły się pagórki, co prawda nie wielkie, ale były fajnym urozmaiceniem dla wcześniejszych płaskich dróg. W Rzeszowie nie było już czasu na zwiedzanie, więc tylko wolniejszym tempem przejechałem przez centrum i skręciłem na Strzyżów. 15 km przed celem, w przydrożnym barze wypiłem ciepłą herbatę i założyłem ubranie przeciwdeszczowe. Chwilę porozmawiałem dowiadując się, że czekają mnie jeszcze „dwa większe podjazdy”. W rzeczywistości były to dwa dość strome podjazdy (300 i 400 metrów długie).

  W Strzyżowie trzeba było znaleźć nocleg. Należało się śpieszyć, ponieważ robiło się ciemno i padało. Co prawda przy rynku był hotel, ale raczej nie na moją kieszeń. Popytałem się ludzi i znalazłem fajny pokój za 25 zł w ośrodku przy stadionie. Była ciepła woda i ogrzewanie w nocy, więc miałem wszystko, co potrzebuję.

 

dystans – 110,44 km

czas jazdy – 5:30:41 h

średnia prędkość – 20,04 km/h

max prędkość – 50,28 km/h

 

LEAVE A COMMENT