05.10.2009 r.

  Przyzwyczajony do porannego wstawania (praktycznie zawsze wstaję pomiędzy 6 a 7 rano), obudziłem się jeszcze przed 7-mą. Tym razem nie spieszyłem się. Wspólnie zjedliśmy śniadanie i porozmawialiśmy. Ok. 9-tej Cezary odprowadził mnie do centrum Lublina, skąd już samotnie ruszyłem na południe Polski (bez żadnych problemów z łydką).

  Przez pierwsze 50 km towarzyszył mi silny, zimny, boczny wiatr. Po godzinie zastanawiałem się, czy nie wracać do Lublina i by pakować się do pociągu w drogę powrotną. Było strasznie. Później był jedyny poważniejszy podjazd, wówczas wiatr osłabł i wyszło słońce. Od razu poczułem się lepiej. Pod drodze nie było żadnych interesujących miejsc, więc podróż mijała stosunkowo szybko.

  Tym sposobem już przed 17-stą byłem w Tarnogrodzie. Moje nogi odczuwały przejechane 100 km, więc postanowiłem w tym miasteczku zostać na noc. Szybko się okazało, że Tarnogród nie ma hoteli i schronisk młodzieżowych. Rozpytując się ludzi o możliwość wynajęcia pokoju, wskazano mi jedną rodzinę, która kiedyś wynajmowała domek. Na miejscu okazało się, że mogę po prostu przenocować u nich. Na dzień dobry poczęstowano mnie obiadem i regionalnymi potrawami! Ma się farta! To była chyba nagroda od losu za przedpołudniowe zimno.

 

dystans – 109,12 km

czas jazdy – 5:37:42 h

średnia prędkość – 19,40 km/h

 

LEAVE A COMMENT