Lokalny transport odbywa się na Filipinach przy pomocy Jeepney

Wyspy Azji Południowo-Wschodniej (Malediwy, Singapur, Malezja, Brunei Darussalam, Indonezja, Timor Wschodni, Filipiny)

Po powrocie z Iranu bardzo długo nie mogłem zdecydować się, dokąd wybrać się w kolejną podróż. Z jednej strony kusząca była opcja eksploracji Bliskiego Wschodu, z drugiej coraz częściej myślałem o Ameryce Południowej. Ale przeglądając mapę Azji przed świętami Bożego Narodzenia zauważyłem, że jest sporo państw na południowo-wschodnim krańcu, w których jeszcze nie byłem. Ta opcja stosunkowo szybko przypadła mi do gustu i początkowo chciałem lecieć do Singapuru, Malezji, Brunei Darussalam, Indonezji i na Filipiny. Później przypomniałem sobie jeszcze o Malediwach, a na koniec dodałem jeszcze Timor Wschodni. I wtedy pojawił się problem – to za dużo na zwykły urlop. Okres świąteczny to dużo wolnego, nie miałem okazji zapytać się o urlop, ale już 3 stycznia kupiłem bilety lotnicze. 5 lutego 2020 roku wylot z Warszawy na Malediwy i powrót 8 marca lotem z Filipin do Gdańska. Przez kolejny miesiąc analizowałem i wybierałem miejsca, które chcę zobaczyć i na tej podstawie kupowałem kolejne bilety lotnicze. Duży problem był z Timorem Wschodnim, a dokładniej jak tanio się tam dostać. Ostatecznie zdecydowałem się na lot wewnętrzny w Indonezji z Yogyokarty do Kupangu (Timor Zachodni), a stamtąd mikrobusem do Dili. Dzięki temu cena spadła z 325 do 80 dolarów, a koszt mikrobusu to ok. 20 USD w jedną stronę.

Mural "Stary wujek z filiżanką kawy" w Ipoh

Mural „Stary wujek z filiżanką kawy” w Ipoh

Mój przyjaciel z Male, Ahmed Sultan

Mój przyjaciel z Male, Ahmed Sultan

Przełom roku był dla mnie bardzo intensywny w pracy i często musiałem zostawać po godzinach, aby nie zostawić po sobie zaległości. W dniu wyjazdu wyszedłem z pracy zaledwie dwie godziny wcześniej, aby zdążyć na pociąg do Warszawy. Stamtąd poprzez Doha poleciałem na Malediwy, których lotnisko dzięki niedawno wybudowanemu mostowi ma połączenie drogowe ze stolicą – Male. Tam czekał na mnie Ahmed, który pokazał mi Male oraz zaprosił na spotkanie z jego rodziną (rodzicami i rodzeństwem). Malediwy to maleńki kraj muzułmański, rozrzucony na kilkudziesięciu wysepkach, gdzie na czas modlitwy zamiera ruch w całej stolicy. A oprócz wysepek, na których goszczą wyłącznie turyści z zagranicy, na plażach należy przebywać w ubraniu i w nim się kąpać. Nieraz widziałem jak miejscowi przyjeżdżali na plażę na swoich skuterach (podstawowy środek lokomocji) i tak jak przyjechali, wchodzili do wody. Dla zwykłego turysty to drogi kraj, gdzie tani nocleg to wydatek rzędu 35 USD, a stołować należy się w barach w głębi lądu, gdzie cena jest 3-krotnie niższa, niż w miejscach odwiedzanych przez turystów. Należy także być przygotowanym na to, że do rachunku doliczą podatek i opłatę za obsługę.

Centrum administracyjno-biznesowe w Male, stolicy Malediwów

Centrum administracyjno-biznesowe w Male, stolicy Malediwów

Male, meczet na 5000 ludzi

Male, meczet na 5000 ludzi

Male, port rybacki

Male, port rybacki

Na publicznej plaży na Malediwach wolno być tylko w ubraniu

Na publicznej plaży na Malediwach wolno być tylko w ubraniu

Po dwóch dniach pobytu poleciałem tanimi liniami do Singapuru na jedną dobę. W samolocie spotkałem rodaka, który na pokład jako bagaż podręczny zabrał małą walizkę, plecak i wędkę. „To nie Europa, tutaj więcej można” stwierdził. Duży plecak zostawił w Bangkoku i z małym bagażem podróżował po mniejszych ośrodkach. Lotnisko w Singapurze jest bardzo duże, ale jednocześnie wspaniale zorganizowane i nigdzie się na nic nie czeka. Metrem dostaję się do centrum. Plecak zostawiam w hostelu (47 zł, ale standard słaby) i ruszam na zwiedzanie. Dzielnica indyjska, kościoły ormiański i ewangelicki Św. Andrzeja, a przede wszystkim nowoczesna dzielnica biznesowa ze szklanymi wieżowcami, na tle których wyróżnia się budynek hotelu Marina Bay Sands – trzy prawie 200 m wieże połączone ze sobą dachem w kształcie łodzi. Wejście na dach trochę kosztuje, ale jest tam też restauracja. Zapytałem o nią ochroniarza, a ten zasugerował mi porozumiewawczo, że gdyby on szedł do restauracji z przyjaciółmi, zrobiłby to ze środkowej wieży. W restauracji, pijąc colę za prawie 30 zł, obserwuję w ulewnym deszczu panoramę Singapuru. Wspaniały widok… Późnym popołudniem docieram jeszcze do ciekawych dzielnic – islamskiej i chińskiej. Niestety też, po raz pierwszy odczuwam skutki koronowirusa – mierzenie temperatury i obowiązek podania danych osobowych przed wejściem do kościoła ewangelickiego, w kościele katolickim komunia św. tylko i wyłącznie na dłoń oraz odwołanie pokazu wodno-świetlnego nad Marina Bay.

Spacer promenadą nad rzeką Singapur

Spacer promenadą nad rzeką Singapur

Hotel Marina Bay Sand - symbol współczesnej architektury w Singapurze

Hotel Marina Bay Sand – symbol współczesnej architektury w Singapurze

Singapur, Ogrody nad zatoką

Singapur, Ogrody nad zatoką

Wspaniały Meczet Sultana w Singapurze

Wspaniały Meczet Sultana w Singapurze

Wczesnym popołudniem docieram do postkolonialnego miasta Melaka. Plecak zostawiam w przechowalni dworca autobusowego (zwykle są na obrzeżach) i udaję się na zwiedzanie. Zaczynam od punktu widokowego, na który wjeżdżam za darmo i na dodatek z kawałkiem tortu od dziewczyny z obsługi, która akurat obchodziła urodziny! Piękna panorama miasta, dzielnica domów robotniczych zabudowana idealnie jeden obok drugiego, mnóstwo czerwieni w obrębie największych atrakcji turystycznych. Odbywam długi spacer po mieście, nigdzie się nie spieszę. Nocny autobus do Ipoh mam o 22-iej (ostatecznie był godzinę później), a tam w kilka godzin udaje mi się zwiedzić okazały budynek dworca kolejowego i siedzibę Instytucji św. Michała, czyli katolickiej szkoły działającej tu od 1912 roku. Tutaj też, nieopodal wieży zegarowej (bardzo popularnych w tej części świata) degustuję na śniadanie miejscowe smakołyki przy straganach. Fajna sprawa.

Widok na Malakkę z wieży widokowej Taming Sari

Widok na Malakkę z wieży widokowej Taming Sari

Nad rzeką Malakka w Malezji

Nad rzeką Malakka w Malezji

Po południu docieram promem na wyspę Penang, na której głównym miastem jest postkolonialny George Town. Trochę podobne do Melaki, jednak ze swoim klimatem i bardziej turystyczne. Tutaj też po raz pierwszy mieszkam w ogromnym hostelu, gdzie obuwie pozostawia się przy wejściu, a dalej należy chodzić na boso. O ile samo chodzenie nie sprawiało mi problemu, o tyle pójście na boso do toalety, w której muzułmanie podmywają się i wszędzie jest mokro, było dla mnie sporym wyzwaniem.

Mural odpoczywającego riksiarza

Mural odpoczywającego riksiarza

Postkolonialna zabudowa Georgetown

Postkolonialna zabudowa Georgetown

Wejście do Świątyni Sri Mahamariamman w Goergetown

Wejście do Świątyni Sri Mahamariamman w Goergetown

Następnego dnia docieram autobusem do stolicy Malezji, Kuala Lumpur, bardzo dużego i atrakcyjnego miasta (chyba nawet ciekawszego niż Singapur). Zwiedzając miasto koniecznie trzeba zobaczyć wieże Petronas (wysokość 452 m. ) oraz wieżę telewizyjną, która również ma powyżej 400 m! Do tego sporo zabytków sprawia, że wizualnie jest to bardzo atrakcyjne miasto. Miło tu spędziłem czas! A w będących tuż za miastem jaskiniach Batu Caves po raz pierwszy zetknąłem się z wolno żyjącymi małpami, które liczą na jedzenie od pielgrzymów.

Rezydencja Sułtana Abdula Samada w Kuala Lumpur

Rezydencja Sułtana Abdula Samada w Kuala Lumpur

452 m wysokie Wieże Petronas to nieoficjaly symbol Malezji

452 m wysokie Wieże Petronas to nieoficjalny symbol Malezji

Przed zjedzeniem należy obrać mandarynkę ze skóry

Przed zjedzeniem należy obrać mandarynkę ze skóry

Central Market to miejsce handlowe od 1888 roku

Central Market to miejsce handlowe od 1888 roku

Noc spędziłem na bardzo wygodnym Międzynarodowym Lotnisku Kuala Lumpur KLIA2 (supermarket ze standardowymi cenami, a nad miejscem kontroli osobistej duże pokoje z dywanami, na których można spać), w piątkowy poranek lecę na Borneo, do położonego na jej wschodnim krańcu Tawau, skąd mikrobusem udaję się do Semporny. To bodajże najbiedniejszy skraj Malezji, momentami aż przykro patrzeć. Stąd płynę łodzią na wyspę, którą zamieszkują morscy cyganie – zachodnią cześć Malezyjscy, a wschodnią islamscy uciekinierzy z katolickich Filipin! A przy okazji pierwszy raz w życiu snurkuję i mogę zobaczyć wspaniałą rafę koralową z mnóstwem kolorowych ryb oraz półmetrowego żółwia! Stąd też nocnym autobusem udaję się do Kota Kinabalu, gdzie zatrzymuję się na jedną noc w rewelacyjnym hostelu EB2 za 3 dolary. Stąd w poniedziałkowy poranek łodzią ruszam (z przesiadką na wyspie Labuan) do Brunei Darussalam (Malezja ma ceny w strefie wolnocłowej niższe, niż u nas w supermarketach!). W tym sułtanacie, jednym z najbogatszych państw świata, spędzam niespełna dobę. Niestety nie udaje mi się wejść do Muzeum Regaliów Królewskich, ale zobaczyłem okazały Meczet Omar Ali Saifuddin oraz wioskę na palach Kampong Ayer, zaliczaną do największych osiedli mieszkalnych na świecie. O ile cała stolica jest nowoczesna i pełna przepychu, o tyle po drugiej stronie rzeki znajdziemy prostą wioskę rybacką, w której od kilkuset lat ludzie mieszkają w domach na palach.

Meczet Omar Ali Saifuddin w Bandar Seri Begawan w Brunei Darussalam

Meczet Omar Ali Saifuddin w Bandar Seri Begawan w Brunei Darussalam

Daniel bezinteresownie pomaga turystom w Brunei

Dunia bezinteresownie pomaga turystom w Brunei

Wczesnym rankiem, wsiadając do autobusu zmierzającego na Zachód Borneo, spotykam Dunię Perlumbaan, na którego kamizelce zobaczyłem orzełka oraz herb Gdańska! Od wielu lat pomaga turystom odwiedzającym Sułtanat Brunei. Ponad dobę podróżuję autobusem do miasta Kuching na zachodzie Borneo. Jest to wieloetniczna stolica Sarawaku, w której podziwiałem budynek Zgromadzenia Narodowego Sarawaku, Meczet Kuching ze starym cmentarzem, a także wiele innych meczetów, świątyń, budowli postkolonialnych czy dzielnicę chińską oraz wieczorny pokaz wodno-świetlny nad rzeką. Na Borneo przekraczam granicę malezyjsko-indonezyjską i pierwszy nocleg mam w mieście Pontianak, które słynie z tego, że można tutaj przekroczyć równik. W Pontianaku wraca koszmar azjatyckich korków i skutery pędzące wszędzie, gdzie się da. Zaskakuje mnie także duże zainteresowanie wśród miejscowych, którzy na każdym kroku chcą sobie robić ze mną zdjęcie, szczególnie kobiety!

Cmentarz muzułmański przy meczecie w Kuching na Borneo

Cmentarz muzułmański przy meczecie w Kuching na Borneo

W Kuching koty są wszędzie

W Kuching koty są wszędzie

W Indonezyjskim Pontianiaku na Borneo przekraczam równik

W Indonezyjskim Pontianiaku na Borneo przekraczam równik

Imponujący budynek Kościoła Katolickiego w Pontianiak

Imponujący budynek Kościoła Katolickiego w Pontianiak

Sympatyczne i rezolutne recepcjonistki z hostelu w Pontianiak na Borneo

Sympatyczne i rezolutne recepcjonistki z hostelu w Pontianiak na Borneo

Z Pontianak lecę do Dżakarty, stolicy Indonezji. Tutaj zatrzymuję się w hostelu kapsułowym. Wszędzie ciasno, ale na jedną noc wystarczy. W opracowaniu trasy zwiedzania przydała się podpowiedź miejscowego turysty, że spod Muzeum Narodowego w kierunku wybrzeża jest darmowy autobus. W ten sposób docieram na Kota Tua (Stare Miasto), po zwiedzeniu którego kieruję się w kierunku Placu Merdeka i współczesnej dzielnicy. Po drodze zaglądam do Meczetu Isiqlal (Niepodległości), największego w tej części Azji. Okazał się największy i najbrzydszy z tych, jakie dotychczas widziałem, przypominający bardziej halę sportową, niż świątynię. Zatrzymuję się przy jednej z garkuchni, gdzie obiad dostaję na talerzu przykrytym liściem bananowca – po posiłku liść się wyrzuca, a talerz pozostaje czysty!

W indonezji wszyscy chcą mieć zdjęcia z białymi turystami

W indonezji wszyscy chcą mieć zdjęcia z białymi turystami

Do Yogyakarty udaję się nocnym pociągiem z Dżakarty, gdzie od razu po przybyciu kieruję się do świątyń Borobudur i Prambanan, znajdujących się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Tutaj dla miejscowych byłem większą atrakcją fotograficzną niż świątynie! Późnym popołudniem na dwa dni zatrzymuję się w guesthouse, prowadzonym przez Emi. Muszę trochę zwolnić, aby wysokie temperatury mnie nie wykończyły, a przy okazji mam czas, aby oddać ubrania do pralni. Poniedziałek przeznaczam na zwiedzanie i relaks w Yogyakarta. W tym celu udaję się do ogrodów królewskich i basenów oraz do kompleksu pałacowego Kraton. Mieszkający w nim Sułtan pełni funkcję Gubernatora regionu. Sporo czasu spędzam na popularnej ulicy Maliboro, która jest swego rodzaju olbrzymim deptakiem handlowym. Tutaj kupuję sobie koszulę z batiku, specjalnego miejscowego materiału, który został wpisany na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

Kolorowe busiki podstawą transportu po Timorze

Kolorowe busiki podstawą transportu po Timorze

Samolotem z Yogyakarty, z przesiadką w Surabaya, docieram do Kupang w Timorze Zachodnim i dopiero około północy melduję się w hostelu. Kiedy o 5-ej rano czekam na busa, który zabierze mnie do Timoru Wschodniego, obserwuję popis R. Lewandowskiego w Lidze Mistrzów (7 godzin różnicy, później miejscowi dopowiedzieli mi, jak mecz się zakończył). Godzinę później z siedziby firmy transportowej ruszają 4 duże busy w 12-godzinną drogę (ok. 400 km przez góry i po wertepach). Po ok. 300 km jest przejście graniczne Indonezja – Timor Wschodni. Pokonuje się je pieszo, a tuż za nim czekają busy tej samej firmy, które zawożą pod wskazany adres! W stolicy spędzam dwie noce i dzień w hostelu prowadzonym przez Portugalczyków i miejscowych. Obsługa wyluzowana, nic ją nie obchodzi i nic nie wie, a turyści mają tu sporo problemów nie z tej epoki – walutę można wymienić tylko na granicy i tylko niektóre bankomaty obsługują obce karty płatnicze i to wyłącznie Visa. Co prawda walutą płatniczą są dolary, ale nie każdy je ma. Ja trochę miałem, a po godzinie pobytu w Dili wymieniłem u „konika” euro na dolary. Ze znalezionego „konika” korzystało później wielu turystów z Niemiec. W samym Dili nie ma zbyt wielu atrakcji, największą z nich jest statua Jezusa Chrystusa na wzgórzu za miastem, tuż przy najlepszej plaży w okolicy. Miasto jest też drogie, a bieda jest widoczna na każdym kroku. Ale ma to coś, co sprawiało, że pobyt tam wspominam bardzo dobrze i miło. No i po północy, w kilkanaście osób rozkręciliśmy mega imprezę pod nocnym sklepem, po tym jak zamknęły się wszystkie bary!

Sprzedawca żywych kur w Timorze Wschodnim

Sprzedawca żywych kur w Timorze Wschodnim

Dili - nad stolicą Timoru Wschodniego góruje pomnik Jezusa

Dili – nad stolicą Timoru Wschodniego góruje pomnik Jezusa

Tą samą, malowniczą drogą przez góry, wracam do Kupang. Ponieważ następnego dnia mam o 7.00 lot na Bali, proszę kierowcę, aby wysadził mnie przed lotniskiem i tam spędzam noc na ławce, przed wejściem do meczetu. Po śniadaniu jestem na lotnisku w Denpasar i bardzo szybko orientuję się, że nie ma tam normalnej komunikacji autobusowej, a istniejąca może kosztować więcej i zająć znacznie więcej czasu niż moto taxi.

Ochroniarz świątynny na Bali w tradycyjnym ubraniu

Ochroniarz świątynny na Bali w tradycyjnym ubraniu

W kompleksie Gunang Kawi z turystką z Wietnamu

W kompleksie Gunang Kawi z turystką z Wietnamu

Bali jest kompletnie inne. Ze swym dziedzictwem kulturowym i przyrodą cieszy się niezwykłą popularnością, a do tego jest stosunkowo niedrogie. Na 3 noce zatrzymuję się w hostelu w Ubud, który był moją bazę wypadową do eksplorowania wyspy. Jeszcze przed świtem udaje mi się wejść na szczyt wulkanu Batur, gdzie o wschodzie słońca pojawiło się całe stado głodnych małp – potrafiły nawet obrać jajka ze skorupki!

Widok z Wulkanu Batur na Bali przed wchodem słońca

Widok z Wulkanu Batur na Bali przed wchodem słońca

Małpy również zdobyły Wulkan Batur

Małpy również zdobyły Wulkan Batur

Balijczycy są bardzo religijni i wyznają hinduizm balijski. W związku z tym na każdym kroku spotyka się wspaniałe świątynie, niektóre liczące nawet kilkaset lat. Żyją całkowicie inaczej niż reszta mieszkańców Indonezji, jednocześnie są bardzo otwarci i życzliwi w stosunku do innych. W hostelu wynajmuję samochód i podróżuję nim po wyspie. Na Bali, oprócz świątyń i wulkanów, bardzo interesującymi atrakcjami są niewątpliwie plantacje kawy, tarasy ryżowe oraz wodospady (przy jednym z nich trafiłem na rozbieraną sesję zdjęciową i nikomu nie przeszkadzała moja obecność). Ostatni dzień pobytu na Bali pozostawiam na zwiedzanie stolicy Denpasar. Dwa najbardziej interesujące miejsca to Monument Lapangan Puputan Badung, upamiętniający Balijczyków poległych w walce z wojskiem holenderskim na początku XX wieku oraz katedra katolicka Roh Kudus Paroki Katedral, która może pomieścić kilka tysięcy wiernych. Na ołtarzu widnieją balijskie i katolickie symbole wiary, a anioły przedstawiono jako skrzydlate kobiety balijskie.

Balijski anioł w Katedrze Katolickiej

Balijski anioł w Katedrze Katolickiej

Kolejnym nocnym lotem docieram do Manili (najlepszy kantor jest na lotnisku) i jeszcze przed wschodem słońca ruszam do miasta Vigan, na północy wyspy Luzon. Docieram tam po południu i od razu czuję się zauroczony tym zabytkowym, a także jednym z najstarszych miast na Filipinach. Zostawiam plecak w hostelu i przez całe popołudnie i wieczór podziwiam piękną, zabytkową zabudowę z czasów hiszpańskich kolonizatorów. A w potężnej St. Paul Katedral, zbudowanej przez Augustynów w 1790 roku, zauważam, że pierwsza niedzielna Msza Święta jest o 4.30 rano! Po poprzedniej nocy spędzonej w samolocie, ta również była krótka, ponieważ już przed 5-tą byłem na dworcu autobusowym. Okazało się, że w informacji po przyjeździe błędnie podano mi godzinę odjazdu i muszę godzinę czekać.

Okazała Katedra Katolicka w Vigan na Filipinach

Okazała Katedra Katolicka w Vigan na Filipinach

Vigan to jedno z najstarszych miast Filipin

Vigan to jedno z najstarszych miast Filipin

Cały dzień zajęła mi podróż do Sagady. Tam po zakwaterowaniu idę na wieczorny rekonesans, połączony ze smakowitą kolacją. Ponieważ o 16.30 mam ostatni autobus do Manili, więc już o 7-ej rano opuszczam hostel i idę zdobywać Mt. Ampacao (1889 m.n.p.m.). Początkowo zabłądziłem w miasteczku, ale kiedy znalazłem właściwą drogę, poszło bardzo sprawnie. 50% utwardzoną drogą i 50% ścieżką przez chaszcze i szczyt zdobyty. Nagroda – bardzo ładny widok na okolicę. Wszystko dobrze szło, dopóki w drodze powrotnej nie pośliznąłem się – w ostatniej chwili chwyciłem się traw, aby nie spaść. Wciągnąłem się, ale nogi jeszcze przez dłuższy czas uginały się pode mną. Po powrocie do miasteczka okazało się, że wszystkie jaskinie są zamknięte ze względu na koronowirusa i muszę się zarejestrować (za opłatą) w informacji turystycznej, aby móc zwiedzać dalej! Za darmo mogę wejść do starego kościoła ewangelickiego, ale do będącej za nim Echo Valley Hanging Coffins trzeba już zapłacić i wejście jest możliwe tylko z przewodnikiem. Ale czego człowiek nie zrobi, aby zobaczyć największą atrakcję okolicy, czyli wiszące trumny! Zmarłych po śmierci sadza się na krześle, knebluje usta i czuwa przy nich przez kilka dni, a następnie kładzie do trumny w pozycji embrionalnej. A wyznacznikiem statusu zmarłego jest sposób pochówku – biedniejsi do ziemi, a trumny bogatszych zostają powieszone na ścianie skały (10 razy drożej)!

Tradycyjny pochówek w Sagadzie w wiszącej trunie

Tradycyjny pochówek w Sagadzie w wiszącej trunie

Najstarszy na Filipinach Kościół i Klasztor San Augusin w Manili

Najstarszy na Filipinach Kościół i Klasztor San Augusin w Manili

Brama wejściowa do Fortu Santiago

Brama wejściowa do Fortu Santiago

Około 4 nad ranem docieram do Manili – to tutaj spędzam ostatni dzień mojej 35 dniowej podróży. Jeepneyem (przerobiony z amerykańskich wozów wojskowych) jadę w pobliże mojego hostelu. Idąc do niego widzę ludzi śpiących całymi rodzinami na chodniku na kartonie. Zwiedzanie rozpoczynam od kościoła Quiapo Church, który jest znany z naturalnej wielkości Jezusa w czarnym kolorze. Stąd mam niedaleko do Intramuros (starówki), która po wojnie została zniszczona prawie w całości, tak jak Warszawa. Niewiele pozostało ze starych kamienic i Fortu Santiago, a Katedra w obecnym kształcie pochodzi z 1951 roku. Stąd idę ponad 3 km w kierunku cmentarzy. Po drodze widzę wielu ludzi mieszkających w ubóstwie, często w szałasach i brudzie. A obok stoją wspaniałe wieżowce. W północnej części Manili znajduje się Chinese Cemetery, który bardziej przypomina kolorowe miasto niż cmentarz. Grobowce przypominają kształt domów i 1 listopada mogą pomieścić całe rodziny, a aby wygodniej spędzało się czas przy grobach najbliższych, oprócz stołów i krzeseł często są wyposażone w telewizory, lodówki czy też klimatyzację! Obok znajduje się North Cemetery, na którym mieszka kilkanaście tysięcy ludzi. Jedni w grobowcach obok zmarłych, a drudzy w szałasach pomiędzy nimi. Chodząc alejami widzi się życie zwykłych ludzi – ktoś suszy pranie, ktoś próbuje uśpić dziecko w cieniu grobowca, kobieta prowadzi garkuchnię dla miejscowych, dzieci bawią się na pomniku telefonami. Bardzo przygnębiające miejsce na koniec wakacji.

Manila widziana z mostu nad rzeką Pasing

Manila widziana z mostu nad rzeką Pasing

Grobowiec na Chińskim Cmentarzu w Manili

Grobowiec na Chińskim Cmentarzu w Manili

Rodzina odwiedzając groby 1 listopada spędza wśród zmarłych wiele godzin

Rodzina odwiedzając groby 1 listopada spędza wśród zmarłych wiele godzin

Ulica na Chińskim Cmentarzu

Ulica na Chińskim Cmentarzu

Na Cmentarzu Północnym w Manili mieszka kilkanaście tysięcy ludzi

Na Cmentarzu Północnym w Manili mieszka kilkanaście tysięcy ludzi

To był zdecydowanie najtrudniejszy i najambitniejszy wyjazd. Dotarłem w wiele interesujących i bardzo różniących się miejsc, a żeby zaoszczędzić czas, wszędzie gdzie tylko mogłem przemieszczałem się nocami. Poznałem wielu sympatycznych i interesujących ludzi, którzy chętnie się dzielili dobrym słowem i radą, a często byli dla mnie nieocenionym wsparciem, za co jestem im bardzo wdzięczny.

Wspaniały widok przy wodospadzie Tukad Cepung

Wspaniały widok przy wodospadzie Tukad Cepung

Modelka oczekująca na sesję zdjęciową na Bali

Modelka oczekująca na sesję zdjęciową na Bali

Rozbierana sesja zdjęciowa przy wodospadzie Tukad Cepung na Bali

Rozbierana sesja zdjęciowa przy wodospadzie Tukad Cepung na Bali

LEAVE A COMMENT