29.08.2008r. – 144. dzień wyprawy

Mijają kolejne dni podróży. Prowadnice umilają czas podróżnym puszczając muzykę. Artiom, najmłodszy pasażer w wagonie, zyskał sympatię pozostałych. Wszyscy biorą go na ręce i częstują smakołykami.

Ja coraz to nowym grupom pasażerom opowiadam o wyprawie rowerowej „Pekin 2008” na Igrzyska Olimpijskie.

Oczywiście zaczyna się od mojego wyjaśnienia, że w Pekinie byłem jako turysta i kibic, a nie zawodnik. Zdarzają się przypadki ludzi opowiadających, że widzieli mnie w telewizji lub ktoś im mówił o samotnym rowerzyście z Polski jadącym do Pekinu! Jaki ten świat jest mały!

Na stacjach, gdzie pociąg stoi kilkanaście lub kilkadziesiąt minut, ludzie wychodzą poza peron do sklepów spożywczych. Należę do tych, którzy chodzą najczęściej.

Jedna to możliwość dokonania tańszych zakupów niż na peronie u babuszek, a druga to urozmaicenie i ruch dla organizmu zmęczonego monotonią podróży. A i adrenalina się podnosi kiedy człowiek nie wie, czy zdąży z powrotem do pociągu. Jak na razie wszystkim udaję się.

Cały dzień jechaliśmy przez wyżynę syberyjską, więc pojawiły się pola, a lasy iglaste częściowo zastąpiły lasy brzozowe. Nawet nie było ładnych widoków, tylko brzozowy las i pole.

Ale dzięki fajnym towarzyszom podróży czas i tak szybko mija. Od każdego z nich wziąłem dane kontaktowe, a Roman podarował mi porcelanowy kufel do piwa i zaprosił do siebie na przyszłoroczne wakacje (spław rzeką i połowy ryb). Ja mu odwdzięczyłem się prezentem w postaci jednej z koszulek podarowanych na wyprawę.

LEAVE A COMMENT