18.06.2008r. – 72. dzień wyprawy

Wstałem o 6.30. Wyprane wieczorem rzeczy były bardziej mokre niż kiedy kładłem się spać (była silna rosa – dosyszyłem w drodze na kierownicy). Gospodyni wydoiła krowy i przygotowała śniadanie. Wszystko jednak sporo czasu i w drogę wyruszyłem dopiero ok. 9.
Było ciepło, ale nie gorąco. Wiatru praktycznie nie było przez cały dzień, a jak się pojawiał to był słaby i sprzyjający. Większym problemem była droga, a właściwie jej brak. Po 25 km, koło miejscowości Szeberta wjechałem na 35 km odcinek drogi, gdzie była ubita ziemia, a na niej żwir i kamyki (na szczęście małe i „tępe”). Jednak było dużo dziur i trzeba było jechać wolno. Podjazdów było nie wiele, więc spokojnie jechałem. Nie dałem się nawet po 20 km skusić propozycji podwiezienia. W połowie drogi zauważyłem, że pod tą ziemią jest stary asfalt. Ale ktoś sobie wymyślił sposób remontowania drogi. Po tej przeprawie było już całkiem fajnie.

Spotkałem Rosjanina, który jedzie z Władywostoku przez Murmańsk i Sankt Petersburg do Moskwy, a jak wystarczy mu czasu to zamierza pojechać jeszcze do Kijowa. Jadąc wyminął już całkiem sporą liczbę rowerzystów z Europy zmierzających do Pekinu.
Plan na dzień to 110 km. Akurat wówczas była wioska Traktowoje. Było po 17, więc jakby szybko udało się znaleźć nocleg, to możnaby wyprać jeszcze zakużone rzeczy – pomyślałem. W połowie wioski zaczepiło dwóch mężczyzn po 30-stce stojących przed domem. Chwila rozmowy, zaraz pojawiła się herbata i ciastka oraz propozycja noclegu. Zgodziłem się (dom z zewnątrz wyglądał normalnie). Zaprowadzili mnie do sąsiada do bani, gdzie się umyłem i wyprałem swoje rzeczy. Rozwiesiłem je i poszedłem do domu jeść. I wówczas czar prysł. Okazało się, że jeden z ww. Dwójki jest pijany i śpi, jego ojciec siedzi na łóżku w samej koszuli, a matka poza małym talerzem plemienie nie ma co postawić na stół (nie było nawet chleba). O porządku (a raczej nie porządku) w domu nie wspomnę. Postanowiłem jednak wysuszyć ubranie i wyczyścić z piasku łańcuch i zębatki w rowerze. Przed 9-tą wmówiłem gospodyni i drugiemu synowi, że wypocząłem i zamierzam ruszyć dalej w drogę. Nie protestowała, a wręcz poparła. 1 km dalej, pod koniec tej wioski, dostałem nocleg w normalnej rodzinie. Z praktycznie dorosłym synem, który zaczynał chodzić po operacji kolana, do północy siedziałem i rozmawiałem o sporcie.

dystans dnia – 111,54 km
czas jazdy – 6:15:50 h
średnia prędkość – 17,80 km/h

LEAVE A COMMENT