Majówka przed Ziemią Świętą 2010

  Pielgrzymka rowerowa do Ziemi Świętej, to nie tylko przeżycie duchowe i wyprawa w nie znane, ale także duży wysiłek dla organizmu. Zdając sobie z tego sprawę, każdy z nas przygotowuje się indywidualnie do wyjazdu, ale także staramy się trochę wspólnie pojeździć na rowerach. Pierwsze wspólne spotkanie na rowerach miało miejsce w Malborku 20 marca 2010 roku. Wówczas przejechaliśmy razem ok. 45 km. Tego dnia wpadłem na pomysł majówki rowerowej jako ostatni termin na ostateczne zgranie się i wymianę informacji.

 

  Wszystkim termin się spodobał, ale nie każdy mógł, więc ostatecznie w czwórkę (Kazimierz Glinkowski, Marcin Idziński, Andrzej Podolski, Krzysztof Skok) spotkaliśmy się na rowerach z bagażami 1 maja o 11.00 w Starogardzie Gdańskim, do którego każdy z nas miał do pokonania ok. 50 km. Ze Starogardu Gd. ruszyliśmy przez Skarszewy do Kościerzyny. Trasa była łatwa, a na dodatek świeciło słońce. Szkoda tylko, że wiatr przeszkadzał. Już pierwsze kilometry wspólnej jazdy pokazały, że wspólny wyjazd jest strzałem w „dziesiątkę”. Każdy z nas oglądał kolarstwo do tej pory w telewizji, ale jak przyszło jechać razem w drużynie okazało się, że to nie takie łatwe. A ponieważ od Starogardu Gd. aż po Kościerzynę ruch był nie wielki, więc mogliśmy jechać w parach i co kilka kilometrów robić zmianę.

 

W dobrym nastroju i niezbyt zmęczeni, po przejechaniu 100 km (średnia 18,41 km/h) dotarliśmy na nocleg w Kościerzynie. Ponieważ przygotowujemy się do poważnej wyprawy, mieliśmy zapewniony tylko dach nad głową i ciepłą wodę, a spaliśmy na karimatach w śpiworach.

 

  Poranek 2 maja był chłodny – pochmurny i wietrzny. Już o 6.30 stawiliśmy się na Mszy Św., a po niej ruszyliśmy w drogę do Łeby. Do południa zimny, północno –zachodni wiatr nie nastrajał nas optymistycznie. Ale w okolicy Sierakowic wyszło słońce i zrobiło się cieplej.

  

Cały czas jechaliśmy parami i co jakiś czas dawaliśmy sobie zmiany. Dzięki temu dość szybko dotarliśmy do Lęborka, gdzie urzekła nas starówka. Spędziliśmy na niej ok. 1,5h rozkoszując się widokami, a przy okazji posilając się i uzupełniając zapasy żywnościowe.  Po południu ruszyliśmy spokojnym tempem w dalszą drogę do Łeby. Na miejscu byliśmy już po 16.00 – to było tylko 91 km. Chwilę odpoczęliśmy nieopodal miejsca Jakubowego i postanowiliśmy zwiedzić miasto i okolicę, a przede wszystkim pojechać na wydmy. Ok. 3 godz. zajęła nam wspólna wycieczka rowerowa (ale już bez sakw) po mieście i na wydmy, które się nam bardzo podobały.

 

A dzięki temu nasz licznik rowerowy pokazał 112 km (średnia prędkość – 18,3 km/h).

 

  3 maj rozpoczął się również bardzo szybko – już po 6.00 wyruszyliśmy w drogę. Niestety, od razu w deszczu. Po jakimś czasie wręcz było paskudnie – zimno i deszczowo oraz wiejący wiatr. Nikt nie miał na nic ochoty, oprócz szybkiego powrotu do domu. Ponownie jechaliśmy w parach, co 3 km robiąc zmianę. Jadąc w kierunku Gdańska, przejeżdżaliśmy obok pomnika Ofiar Piaśnicy, gdzie Niemcy wymordowali ponad 12 tys. Polaków. W Wejherowie zatrzymaliśmy się na Mszę Św. i pierwszy ciepły napój. Stamtąd ruszyliśmy w przez Chwaszczyno do Gdańska. Taki wybór drogi dał nam możliwość pokonania ponad 2 km podjazdu, co nie bez znaczenia było dla osób, które po raz pierwszy jeżdżą na rowerze (w Turcji jest odcinek ok. 1 tys. km przez góry). Ostatnie trzydzieści km pokonaliśmy już w porywistym wietrze i w ulewnym deszczu. Kiedy wjeżdżaliśmy na Spacerową w Osowie, termometr pokazywał 5,5 stopnia. Jeszcze tylko na Gdańskim Przymorzu udzieliliśmy wywiadu dla Radia Plus, patrona naszej pielgrzymki i ruszyliśmy do swoich domów (osoby spoza Trójmiasta podjechały pociągiem). W tym zimnie przy padającym deszczu zrobiliśmy 118 km (średnia prędkość 18,06 km/h), a nasz rekordzista ze Sztumu zrobił prawie 135 km co jest bodajże jego „życiówką”! Obiecałem mu jednak, że za dwa miesiące jego „życiówka” będzie już wynosiła 200 km!!!

 

  • termin treningu – 1-3 maj 2010
  • długość trasy – 330 km
  • łączny czas jazdy – 18:11h

 

2 Comments

  • Jacek

    Uuuu no no to sobie zrobiliście wypad przed głównym pedałowaniem

    7 maja 2010 at 20:59
  • krzysiek

    To była taka mała „rozgrzewka”:) Liczę, że uda nam się któregoś dnia zrobić 200 km:)

    9 maja 2010 at 14:18
LEAVE A COMMENT