29.06.2008r. – 83. dzień wyprawy

Dzien rozpoczal sie optymistycznie – na droge dostalem sloik dzemu jablkowego oraz worek, w ktorym byla rzodkiewka, salata, szczypior i koperek.

Nawet slonce mi nie przeszkadzalo, ktore od pierwszych kilometrow swieciolo bardzo mocno. Jednak bylo bezwietrznie, wiec po kilkudziesieciu kilometrach zaczelo brakowac tchu tym bardziej, ze droga byla pagorkowata.

Prowadzila pomiedzy gorami. Jej wyzsze fragmenty prowadzily przez las sosnowy, a nizsze przez stepy. Moglem podziwiac zmieniajacy sie krajobraz. Miedzy 70 a 100 km jechalo sie fatalnie. Co prawda pojawil sie lekki wiaterek, ale w lasach chyba pylila sosna i zapach, ktory sie tam roznosil, nie pozwalal mi na normalne oddychanie.

Ok. 100 km zerwal sie porywisty, tylny wiatr, ktory przyniosl orzezwienie. Zaczelo grzmiec. Dla mnie najwazniejsze jednak bylo to, ze moglem oddychac normalnie, a dzieki temu wrocily sily i zaczalem szybciej jechac.

Niestety, wowczas zlapalem gume w tylnym kole i chyba stracilem zdrowy rozsadek. W pospiechu (nie chcac zmoknac) zbyt szybko zalozylem detke na kolo i latka sie odkleila. Sytuacja ta powtorzyla sie jeszcze dwa razy! Wstyd! Pelna kompromitacja! Zamiast wyjac z torby nowa detke (calkowicie o niej zapomnialem), zaczalem w szczerym polu, w ulewnym deszczu, rozgladac sie za samochodem, ktory mnie podwiezie do zakladu wulkanizacyjnego.

Po kilku minutach nadjechala ciezarowka, ktora mnie zabrala. Jadac na pace, uswiadomilem sobie po raz kolejny, ze myslenie nie jest moja mocna strona podczas tej podrozy. Podjechalem ok. 33 km do Kiachty. W zakladzie wulkanizacyjnym bezplatnie, w kilkanascie minut naprawiono mi detke. Zlozylem rower i spojrzalem na zegarek – 18.30 a do przejscia granicznego tylko kilka kilometrow (otwarte do 19.00). Wiec ruszylem niezwlocznie w droge.
Na przejscie graniczne dla pojazdow silnikowych dotarlem ok. 18.45. Na bramie byl pogranicznik w nienajlepszym nastroju, poniewaz od kilku minut juz nikogo nie wpuszczal. O 19-stej pojawil sie nowy straznik i od razu mnie wywolal z grupy ludzi, abym udal sie do odprawy. Tam po obu stronach poszlo bardzo sprawnie. Wszyscy tylko do swoich druczkow chcieli nr rejestracyjny pojazdu. Jednak udalo sie i bez tego. Marka GIANT wystarczyla! Rosjanin pytal sie jeszcze o meldunek, ale kiedy uslyszal, ze kazda noc byla gdzie indziej, to machnal reka. Cofnalem zegarek o godzine w tyl i jeszcze przed 19-sta bylem w Mongolii. Wymienilem 429 rubli na tigriki – 19740 otrzymalem (strasznie duzo papierkow).
Nie mialem zamiaru jechac dalej. Jedyne o czym marzylem to znalezc nocleg w przygranicznym miasteczku Altanbulg. Ujechalem ponad kilometr od granicy, rozgladajac sie po okolicy, kiedy wypatrzyla mnie miejscowa rodzina. Pomachali do mnie reka, a ja do nich i od razu udalem sie na ich podworze.

Chwile porozmawialismy i nocleg byl. Wieczorem mialem jeszcze okazje pomagac przy dojeniu krow. Niestety komunikacja byla utrudniona, poniewaz tylko gospodyni znala j. rosyjski.

dystans dnia – 109 km
dystans calkowity – 7673 km

3 Comments

  • darek

    Wie ktos gdzie może byc Krzysiek?

    9 lipca 2008 at 07:07
  • admin

    tak ja wiem! 🙂

    1.dokladniej dowiecie sie o tym w nastepnych newsach – wlasnie je redaguje

    2.aktualnie jest w Uan Bator – MONGOLIA 🙂

    …do zredagowania w kolejce mam newsy do 4 lipca wlacznie!

    Systematycznie umieszczam. Krzysiek przysyla je czesto np. w liczbie sztuk 15, za jednym zamachem, wiec umieszczam je przez kilka dni…

    9 lipca 2008 at 10:58
  • krzysiek

    Dziekuje wszystkim za wyrazy poparcia. Niestety nie mam na tyle dostepu do internetu, abym mogl spokojnie odpisywac na wszystkie pytania – to po powrocie, prosze sie przypominac.
    Obecnie jestem w Sajnszand, mam 230 km bezdrozy do granicy z Chinami.
    Pozdrawiam:)

    12 lipca 2008 at 07:47
LEAVE A COMMENT