25.06.2008r. – 79. dzień wyprawy

Wstalem ok. 7.00. gospodyni byla juz na dworzu i nosilo drewno do bani, poniewaz liczyla, ze po poludniu przyjada wnuki z Irkucka. Ale jak mnie zobaczyla idacego do toalety (wychodka) to zostawila swoja prace i poszla przygotowywac sniadanie. Pozniej jeszcze troche posiedzielismy i porozmawialismy. Ostatecznie w droge wyruszylem ok. 9.00.

Dzien nie zapowiadal sie dobrze. Buty nie wyschly, a chmury na niebie wskazywaly, ze dalej bedzie padac. I faktycznie, ok. Poludnia padalo dosc mocno. Jako ze pada od soboty wieczor, w gorach zaczela obsuwac sie ziemia i leciec kamienie na droge. Deszcze zapowiadaja na kolejne dni rowniez, wiec trzeba sie spieszyc i jechac dopkoki drogi sa przejezdne.

Po wyjezdzie zmiasta byly „gorki”, ktore potrwaly prawie do 30 km drogi. Kiedy sie juz konczyly, z przeciwnej strony, z przeciwnej strony nadjechal Japonczyk. Jedzie on na rowerze z Wladywostoku przez Sankt Petersburg, Estonie, Lotwe, Litwe, Polske, Czechy do Niemiec.

Kolejne 60 km bylo glownie „plaskie”. Niestety bylo mglisto i pochmurno, wiec znowu nie zobaczylem Bajkalu. Pod koniec tego odcinka byly roboty drogowe. Znak informowal, ze beda przez 5 km.

W rzeczywistosci drogowcy „zabrali” asfalt z prawie 8 km, a droga byla tylko blotnisto – kamienna (robotnikow nie bylo widac). Przedzierajac sie przez te blota zauwazylem rowerzyste z naprzeciwka. To byl Rosjanin o imieniu Pawel.

Jedzie z Wladywostoku do Sankt Petersburga. Nie boi sie blotnistych drog ani gor, bo u niego to cos normalnego. Zdecydowanie odradzal mi rozstawianie namiotu w najblizszych dniach, poniewaz za duzo pada i woda sciega z gor i moze sie rano okazac, ze moj namiot stoi w wodzie. Szukal Japonczyka, ktory takze jak on jedzie rowerem do Sankt Petersburga (to nie ten, ktorego mijalem przed poludniem).

Po przejechaniu 120 km (plan) natrafilem na Stancje Pieriejomna. Tam w pierwszym z brzegu domu dostalem nocleg u Babci Anii. Byla tylko z 14-letnia wnuczka Nela. Jako ze mialem mokre nogi (reszta wyschla pod koniec dnia, kiedy pojawilo sie slonce) nagrzala banie „do oporu”, a mi kazala pic duzo goracej herbaty z dzemem malinowym i miodem.

dystans dnia – 124,22 km
czas jazdy – 7:13:03 h
srednia predkosc – 17,21 km/h

LEAVE A COMMENT