34. dzień wyprawy – 16.06.2010

Wstaliśmy o 6 rano. Kilka minut później melduję się w gabinecie Ks. Marka Cieślik, który od Pani Marzeny wiedział już o nas. O 7 rano uczestniczymy we Mszy Św. odprawianej po francusku (z elementami arabskiego i polskiego – m.in. A. Podolski czytał Pierwsze Czytanie). Po Mszy idziemy na wspólne śniadanie, które toczy się w ożywionej rozmowie dotyczącej naszej podróży, ale i farmy, na której znajduje się Kościół. Ziemia jest własnością Francji i przekazana Towarzystwu Jezuitów na czas ich obecności w Libanie. Przed wyjazdem jeszcze ks. Marek nas po niej oprowadza, która specjalizuje się w hodowli 100 krów i uprawie winorośli.

Żal nam było się rozstać, ale droga przed nami choć krótka, to ciężka. Po 7 km płaskich mieliśmy kolejne 21 podjazdu. Akurat w najbardziej stromym miejscu, na 12 km, była odprawa graniczna libańska. Wypełniliśmy druczek, otrzymaliśmy pieczątkę wyjazdową i mogliśmy wspinać się dalej. Za przełęczą było przejście syryjskie. Kolejny druczek i ponowne przepychanie się z arabami w kolejce po pieczątkę wjazdową do paszportu. Następnie było 50 km pofałdowanej drogi do Damszku. Większości jednak było z górki. Po drodze gdzieś został Kazik (zwykle robi sobie zdjęcia lub próbuje rozmawiać z miejscowymi), a na wjeździe do miasta Ali znowu złapał gumę. W czwórkę dotarliśmy na Stare Miasto w okolice Cytadeli i gigantycznego bazaru. Trochę zwiedzamy i szukamy dętki dla Alego. Udaje się nam namierzyć adres sklepu i Ali chce tam podjechać stopem. My po 17 wyjeżdzamy z miasta w kierunku Jordanii. Po drodze robimy zakupy w jedynym spotkanym w Syrii supermarkecie.

Z Alim spotykamy się na stacji benzynowej za miastem. Dętki nie dostał, ale miejscowi z dwóch starych zrobili mu jedną. Wówczas dostaejmy od Kazika SMSa, że jest przed Ambasadą RP w Damaszku i rusza jutro za nami. Zrobiło się ciemno, a my bez noclegu. Jechaliśmy prawie do 22 aż dotarliśmy do stacji benzynowej. Tam swoje zjedliśmy kanapki, po czym zostaliśmy przez młodych chłopaków z obsługi, Hosima i Ahmeda zaproszeni do jedzenia kolacji z nimi ze wspólnych misek. Poźniej  pojawiła się herbata i przy rozmowie na migi ustaliliśmy, że możemy zanocować w opuszczonym budynku w tyle. Nam pasował – było w miarę czysto i cicho.
W Syrii i Libanie panije niesamowity bałagan – kosze na śmieci są praktycznie nie spotykane. Przy drogach leżą wielkie chałdy śmieci wyrzucanych z samochodów.

dystans dnia – 117,82 km
czas jazdy – 6:39:36 h
średnia predkość – 17,69 km/h
max. prędkość – 72,14 km/h

LEAVE A COMMENT