Garganta del Diablo

Ameryka Południowa i Wyspa Wielkanocna (Brazylia, Argentyna, Paragwaj, Peru, Boliwia, Chile, Urugwaj)

Salar de Uyuni

Salar de Uyuni

25 grudnia 2025 roku jeszcze przed świtem wylatujemy koleżanką Alicją do Brazylii. Na trzy loty późną nocą docieramy do Foz de Iguaçu.

Pingwiny w okolicy Ushuaia

Pingwiny w okolicy Ushuaia

Wodospady Iguazu

El Diablo widziany ze strony Argentyńskiej

El Diablo widziany ze strony Argentyńskiej

Na punkcie widokowym

Na punkcie widokowym

Wodospady Iguasu w Argentynie - jest co oglądać i podziwiać

Wodospady Iguasu w Argentynie – jest co oglądać i podziwiać

Po trzech godzinach snu pędzimy do Puerto Iguazú w Argentynie, aby zobaczyć imponujące wodospady znajdujące się na granicy brazylijsko-argentyńskiej. Wystarczy tylko lokalną komunikacją wyjechać za miasto, aby zobaczyć wspaniałe wodospady. Po stronie Argentyńskiej spędzamy pół dnia i podziwiamy je z trzech szlaków widokowych – są piękne. To stąd są najlepsze widoki. Po południu wracamy do Brazylii i po tamtej stronie docieramy do wodospadów, być może najwspanialszych na świecie. Tutaj jest mniej możliwości ich oglądania ale to tutaj najbardziej efektownie wygląda największy wodospad – Garganta del Diablo. To po tej stronie najbardziej widać ich potęgę aczkolwiek więcej i ciekawiej jest po drugiej stronie granicy – w Argentynie.

Potęga El Diablo najlepiej jest widoczna ze strony Brazylijskiej

Potęga El Diablo najlepiej jest widoczna ze strony Brazylijskiej

Wodospady Iguazu w Brazylii

Wodospady Iguazu w Brazylii

Dzień w Paragwaju

Dziedziniec hostelu w Asuncion

Dziedziniec hostelu w Asuncion

Po śniadaniu jedziemy 4 km taksówką na przejście graniczne Brazylia – Paragwaj. W życiu nie widziałem takich tłumów idących przez most graniczny (wszyscy rano idą na zakupy do jednego z najtańszych (jak nie najtańszego) państw Ameryki Południowej. No i tylko turyści spoza kontynentu muszą przejść kontrolę graniczną. W Ciudad del Este wymieniamy tylko trochę waluty u „mobilnych kantorów” i autobusem jedziemy 6 godzin do Asuncion. Tam spędzamy popołudnie w Centrum miasta. Nie ma zbyt wielu atrakcji a te nieliczne są w większości zamknięte jak choćby stary dworzec kolejowy (okres świąteczno-noworoczny to przy okazji początek wakacji w Ameryce Południowej). Natomiast życzliwość mieszkańcy Paragwaju mają wypisaną na twarzach, czuje się w każdym momencie. A lokalny pracownik ochrony polecił nam miejscowe przysmaki w pobliskiej restauracji (Soyo con Tortillas). Po nocy spędzonej w stolicy tropikalnego kraju, o świcie meldujemy się na lotnisku.

Pokolonialna zabudowa Asuncion

Pokolonialna zabudowa Asuncion

Katedra Katolicka w Asuncion

Katedra Katolicka w Asuncion

Zabytkowy (nieczynny już) dworzec kolejowy w Asuncion

Zabytkowy (nieczynny już) dworzec kolejowy w Asuncion

Soyo con tortillas na kolację

Soyo con tortillas na kolację

W Paragwaju w Święta Bożego Narodzenia rozpoczynają się letnie wakacje

W Paragwaju w Święta Bożego Narodzenia rozpoczynają się letnie wakacje

Niesamowite Peru

Peru naprawdę można pokochać

Peru naprawdę można pokochać

Pobyt w tym pięknym kraju rozpoczynamy od stolicy. Lima ma bardzo piękną starówkę. Choć było około 30℃ bardzo miło wspominam spędzony tam czas. Przepiękne budynki z interesującymi i okazałymi balkonami, kolorowo ubrani i uśmiechnięci ludzie – cóż chcieć więcej? Mniejsze zainteresowanie wzbudziła nadmorska dzielnica Miraflores – ładna, współczesna, światowa.

Popularny deptak w Limie w niedzielne południe

Popularny deptak w Limie w niedzielne południe

Bardzo ładne wejście do Bazyliki De La Merced w Limie

Bardzo ładne wejście do Bazyliki De La Merced w Limie

Siedziba Prezydenta Republiki Peru

Siedziba Prezydenta Republiki Peru

Balkony są wizytówką Limy

Balkony są wizytówką Limy

 

Wieczornym lotem udajemy się co Cuzco, położonego ok. 3400 m.n.p.m., które będzie naszą bazą wypadową na kolejne 3 dni. Trochę ryzykując, bez posiadanej aklimatyzacji, po 4 godz. snu ruszamy na wyprawę, której celem jest zdobycie szczytu Vinicunca i Rainbow Mountain. Busem docieramy na ok. 4500 m.n.p.m. i stamtąd już o własnych (bądź końskich) nogach rusza się w kierunku szczytu. Trasę można podzielić na dwie części – dłuższy odcinek prowadzi delikatnie pod górę natomiast ostatnie ok. 300 m to już dość stroma wspinaczka. Na szczęście droga jest twarda i dobrze się idzie pomimo rozrzedzonego powietrza. Traktuję to wejście bardzo zadaniowo, więc idę swoim rytmem, ostrożnie i równo zmierzam do celu. Pomimo kilku drobnych przerw, po godzinie wchodzę na wysokość 5036 m.n.p.m. – Vinicunca zdobyta! A z niej rozpościera wspaniała panorama na okolicę, w tym na Rainbow Mountain. Schodzimy ok. 300 m w dół a następnie łagodnym zboczem Tęczowej Góry wchodzimy ponownie na 5000 m, a stamtąd wracamy na parking. Dopiero wówczas zaczynam odczuwać skutki rozrzedzonego powietrza a może po prostu za mało piłem wody… Ale na szczęście w kieszeni mam liście koki – kilka biorę do ust i po kwadransie głowa przestaje boleć.

Miły przerywnik w drodze na szczyt Vinicunca

Miły przerywnik w drodze na szczyt Vinicunca

Vinicunca zobta - od teraz rekord życiowy wynosi 5036 m.n.p.m.!

Vinicunca zobta – mój rekord życiowy wynosi 5036 m.n.p.m.!

Zwierzęta w Peru mają różne obowiązki

Zwierzęta w Peru mają różne obowiązki

Czerwona Góra

Czerwona Góra

Następnego dnia wstajemy już po 2 w nocy, aby pierwszym pociągiem dotrzeć do Aguas Calientes, skąd autobusem docieramy do Machu Picchu. Wspaniałe miejsce! Zwiedzamy przy niewielkim deszczu ale nie spieszymy się. Bardzo się podoba i nie spieszymy się a wręcz przeciwnie – cieszymy się każdą chwilą tam spędzoną.

Machu Picchu zostało zbudowane w górach

Machu Picchu zostało zbudowane w górach

Jak oni to zbudowali?

Jak oni to zbudowali?

Machu Picchu jest niesamowite

Machu Picchu jest niesamowite

Dzieci w Peru

Dzieci w Peru

Tor kolejowy przechodzi przez Centrum Aguas Calientes

Tor kolejowy przechodzi przez Centrum Aguas Calientes

Pociąg powrotny do Ollantaytamboo mamy o 13.37 ale wyruszający półgodziny wcześniej pociąg miał czołowe zderzenie z innym pociągiem (jest tylko jeden tor). Niestety, były ofiary. A my w pociągu spędzamy ponad 13 godzin a do Cuzco docieramy dopiero po 7 rano kolejnego dnia. Z tego powodu nie udaje nam się zobaczyć Ollantaytambo (przez okno busa wydawało się bardzo interesujące). A Cuzco zwiedzamy tylko w ramach 3-godzinnej wycieczki, gdzie oprócz Katedry i Plaza de Arms, a także widzimy ruiny Saqsaywaman i panoramę miasta sprzed figury Chrystusa ukrzyżowanego.

Kościół Kompanii Jezusa przy Plaza de Armas w Cuzco

Kościół Kompanii Jezusa przy Plaza de Armas w Cuzco

Katedra w Cuzco

Katedra w Cuzco

Warto chociaż na chwilę zajrzeć do Cuzco

Warto chociaż na chwilę zajrzeć do Cuzco

Figury Chrystusa widzieliśmy w wielu miejscach

Figury Chrystusa widzieliśmy w wielu miejscach

Z Cuzco jedziemy 7 godzin do Puno – tutaj w hotelu meldujemy się 30 min. przed północą. zostawiamy bagaże i idziemy widać Nowy Rok na Plaza de Arms (tak się nazywają główne place w Peru). Nie są to tak huczne powitania jak u nas ale były fajerwerki i szampan.

Tradycyjne ubranie kobiet w Peru

Tradycyjne ubranie kobiet w Peru

Katedra w Puno

Katedra w Puno

Powitanie Nowego Roku w Puno na Plaza de Armas

Powitanie Nowego Roku w Puno na Plaza de Armas

Po 8-ej ran meldujemy się w porcie, gdzie skąd płyniemy na 3- godzinną wycieczkę po Jeziorze Titicaca na pływającą wyspę Uros. Niby nic specjalnego ale fajnie zobaczyć jak ludzie żyją na pływającej wyspie ze trzcin (niczym na dużej tratwie) na wysokości powyżej 3800 m.

Pływająca wyspa Uros

Pływająca wyspa Uros

Mieszkańcy wysp Uros

Mieszkańcy wysp Uros

Condory strzegą wejścia do zagrody na pływającej wyspie Uros

Condory strzegą wejścia do zagrody na pływającej wyspie Uros

Zaskakująca Boliwia

Copacabana nad Jeziorem Titikaka w Boliwii

Copacabana nad Jeziorem Titikaka w Boliwii

6 km od granicy peruwiańsko-boliwijskiej jest miasteczko Copacabana. Nie ma zbyt wielu atrakcji ale to stąd są rejsy na popularną na Jeziorze Titicaca wyspę Isla del Sol (Wyspa Słońca). A my możemy potwierdzić, że było na niej słonecznie i bardzo ciepło. Fajnie się chodziło po jej pagórkach i miło spędziło czas.

Wyspa Isla Del Sol na Jeziorze Titikaka

Wyspa Isla Del Sol na Jeziorze Titikaka

Wizyta na Wyspie Słońca rozpoczyna się od pokonania 208 schodów

Wizyta na Wyspie Słońca rozpoczyna się (lub kończy) od pokonania 208 schodów

Mieszkańcy Wyspy Słońca

Mieszkańcy Wyspy Słońca

Z Isla Del Sol jest ładny widok na Jezioro Titikaka

Z Isla Del Sol jest ładny widok na Jezioro Titikaka

Kolejny etap to La Paz, siedziba rządu i nieoficjalna stolica (konstytucyjną stolicą Boliwii jest Sucre). Miasto słynie z najwyżej położonego na świecie stadionu piłkarskiego na świecie, na którym rozgrywane są międzynarodowe mecze piłkarskie. Niestety, był zamknięty.  Ale przed południem mogłem wejść do Katedry (obok budynki rządowe i parlamentarne) a po południu do Bazyliki. Atrakcji jest sporo ale chyba najbardziej oryginalną i wyjątkowo ciekawą jest sieć kolejek linowych. Mi Teleférico to nowoczesna forma transportu. Zbudowana po to, by ułatwić przemieszczanie się po górzystym i rozległym terenie miasta. Przy tym ma do zaoferowania zapierające dech w piersiach panoramy La Paz i And. Jest to doskonała okazja, aby podziwiać miasto z góry i zrobić niezapomniane zdjęcia.

Najwyżej położony stadion piłkarski na świecie, na którym grają reprezentacje

Najwyżej położony stadion piłkarski na świecie, na którym grają reprezentacje

Katedra w La Paz

Katedra w La Paz

W Centrum La Paz

W Centrum La Paz

Życie w La Paz do łatwych nie należy

Życie w La Paz do łatwych nie należy

Okolice Targu Czarownic w La Paz

Okolice Targu Czarownic w La Paz

La Paz widziane z wagonika Mi Teleférico

La Paz widziane z wagonika Mi Teleférico

Będąc w Boliwii nie można zapomnieć o Salarze de Uyuni i Pustyni Atacama, bodajże największej atrakcji tego górzystego kraju (jednego z dwóch w Ameryce Południowej bez dostępu do morza). Do Uyuni docieramy nocnym autobusem z La Paz a z dworca odbiera nas José, z którym pierwszego dnia odwiedzamy cmentarzysko pociągów (kolej dotarła tu w 1888 roku) a następnie jedziemy na Salar. Tutaj na pikniku serwuje nam bardzo smaczne kotlety z Alpaka. Mamy możliwość chodzenia po suchej jak i mokrej części tego mega solniska (ok. 90 na 120 km), a także robimy sobie dużo fajnych zdjęć. No i śpimy w solnym hotelu.

Cmentarz pociągów w Uyuni

Cmentarz pociągów w Uyuni

Jak jest Pustynia to muszą być i kaktusy!

Jak jest Pustynia to muszą być i kaktusy!

Pamiątka po Rajdzie Dakar na Salar de Uyuni

Pamiątka po Rajdzie Dakar na Salar de Uyuni

Wesołe zdjęcia są nieodłącznym elementem wizyty na solnisku

Wesołe zdjęcia są nieodłącznym elementem wizyty na solnisku

Zachód słońca na Salarze

Zachód słońca na Salarze

Jadalnia w hotelu wykonanym z bloków solnych

Jadalnia w hotelu wykonanym z bloków solnych

Następnego dnia opuszczamy solnisko na rzecz Pustyni Atacama – niesamowicie górzystej z różnymi formami skalnymi i jeziorkami z Flamingami. Z tych też pięknych ptaków mieliśmy kotlety na obiad. A po zachodzie słońca bierzemy kąpiel na świeżym powietrzu (o ile w dzień było gorąco to wieczorem temperatura mocno spadła a o poranku był przymrozek) w basenie z wodą podgrzewaną z gejzera! Świetny relaks. Po dwóch dniach niesamowitej podróży samochodem terenowym żegnamy się z José na granicy z Chile.

Nareszcie Flamingi

Nareszcie Flamingi

A później to było ich więcej i więcej...

A później to było ich więcej i więcej…

Na Pustyni Atacama można spotkać różne formy skał

Na Pustyni Atacama można spotkać różne formy skał

Poranki na Pustynia Atacama bywają bardzo zimne

Poranki na Pustynia Atacama bywają bardzo zimne

Boliwijskie przejście graniczne na Pustyni Atacama

Boliwijskie przejście graniczne na Pustyni Atacama

Różne oblicza Chile

Księżycowa Dolina koło San Pedro de Atacama

Księżycowa Dolina koło San Pedro de Atacama

Tutaj nasz pierwszy przystanek wypada miasteczku San Pedro De Atacama. Nie mamy tutaj zbyt wiele czasu (zresztą jak przez cały wyjazd), więc decydujemy się tylko na piękną Valle de La Luna, księżycową dolinę, położoną 6 km od San Pedro de Atacama.

Gejzery El Tatio

Gejzery El Tatio

Wybrałem się także zobaczyć Gejzery El Tatio, czyli najwyżej położone na świecie pole gejzerów (4300 m.n.p.m.), ulokowane ok. 80 km od San Pedro de Atacama. Miejsce jest bardzo popularne także ze względu na bajeczne wschody Słońca. Z San Pedro jedziemy autobusem do Calamy, skąd lecimy do Santiago de Chile.

Do Gejzerów El Tatio jedzie się o świcie - wówczas jest największy efekt ponieważ jest zimno i nie ma jasnego światła słońca

Do Gejzerów El Tatio jedzie się o świcie – wówczas jest największy efekt ponieważ jest zimno i nie ma jasnego światła słońca

Zbliża się wschód słońca

Zbliża się wschód słońca

W stolicy tego „długiego państwa” (patrząc w kierunku północ-południe) mamy mnóstwo atrakcji do zobaczenia. Pomimo wysokiej temperatury udaje się nam dotrzeć do wielu miejsc, w tym Plaza de Arms, przy której znajduje się Katedra Metropolitarna i dawny Pałac Królewski a w pobliżu jest siedziba Prezydenta Republiki Chile Palacio de la Moneda. Zwiedzamy klimatyczne zaułki ulic Paris i Londres, artystyczną dzielnicę Lastarria, która ma także naturalny i wyjątkowy punkt widokowy – Cerro Santa Lucia. Rozciąga się stąd widok 360 stopni na całe miasto. Po wizycie w studenckiej dzielnicy Bellavista idziemy na Wzgórze Św. Krzysztofa (Cerro San Cristobal) ma wysokość 850 m nad poziomem morza i około 300 m wysokości w stosunku do położenia miasta (fajny punkt widokowy z atrakcyjnym wjazdem wagonikami linowymi).

Katedra w Santiago de Chile

Katedra w Santiago de Chile

Santiago de Chile ma bardzo ładne stare budynki

Santiago de Chile ma bardzo ładne stare budynki

Punkt widokowy Cerro Santa Lucia

Punkt widokowy Cerro Santa Lucia

Panorama Santiago de Chile

Panorama Santiago de Chile

Jednak najważniejszym punktem wizyty w Chile była Wyspa Wielkanocna zwana także Rapa Nui i Easter Island. Ma tylko jedną miejscowość – Hanga Roa i ok. 9000 mieszkańców. A do tego około 1000 Moai. Nas na lotnisku przywitał kwiatowymi girlandami, poznany w internecie, Nelson. I to z nim pierwszego dnia zobaczyliśmy Orongo, Rano Kau, Ahu Akivi, Puna Pau i Huri a Urenga.

Lotnisko na Wyspie Wielkanocnej

Lotnisko na Wyspie Wielkanocnej

Nelson wita nas girlandami

Nelson wita nas girlandami

Moai na Rapa Nui mają swoje imiona - ten Huri a Urenga

Moai na Rapa Nui mają swoje imiona – ten Huri a Urenga

Wygasły wulkan Rano Kau

Wygasły wulkan Rano Kau

Flaga Rapa Nui

Flaga Rapa Nui

Sevicze jest przysmakiem na Wyspie Wielkanocnej i w całym Chile

Sevicze jest przysmakiem na Wyspie Wielkanocnej i w całym Chile

Hostel Nelsona

Hostel Nelsona

Żywa choinka na Wyspie Wielkanocnej

Żywa choinka na Wyspie Wielkanocnej

Drugi dzień rozpoczęliśmy od wschodu słońca Tongariki a następnie pojechaliśmy na zbocze wulkanu Rano a Raraku, gdzie powstawały Moai. A na koniec było Anakena, z piękną, piaszczystą plażą. A przed wylotem pożegnały nas kury spacerujące po lotnisku.

W oczekiwaniu na wschód słońca nad Tongarkiki

W oczekiwaniu na wschód słońca nad Tongarkiki

Góra matka z której wykonano wszystkie Moai

Góra matka z której wykonano wszystkie Moai

Moai

Moai

Moai są wszędzie i trochę się różnią od siebie

Moai są wszędzie i trochę się różnią od siebie

Konie na cmentarzu

Konie na cmentarzu

Kury nas żegnają w hali odlotów

Kury nas żegnają w hali odlotów

Imponująca Argentyna

Cmentarz Recoleta

Cmentarz Recoleta

Polski grobowiec Cmentarzu Recoleta w Buenos Aires

Polski grobowiec Cmentarzu Recoleta w Buenos Aires

Pamiątka po polskich żołnierzach

Pamiątka po polskich żołnierzach

Tutaj jest pochowana Eva Peron

Tutaj jest pochowana Eva Peron

Z Wyspy Wielkanocnej lecimy z przesiadkami w Santiago de Chile i Buenos Aires lecimy do Ushuaia. W Argentyńskiej stolicy przesiadka wypada w południe i mamy 5 godzin czasu, więc jedziemy zobaczyć zabytkowy Cmentarz Recoleta z początku XIX wieku. Są na nim także pochowani Polacy, którzy w różnych okresach osiedlili się w Buenos Aires i okolicach, a także Eva „Evita” Perón. A w restauracji obok jem najsmaczniejszego steka w życiu!

Mój pierwszy stek w Argentynie - rewelacja!

Mój pierwszy stek w Argentynie – rewelacja!

Wioska na końcu świata

Wioska na końcu świata

Pobyt w Ushuaia (miasto na końcu świata) zaczynamy od wycieczki na pingwiny. Po drodze mamy punkt widokowy i muzeum ale nikogo to nie interesuje. Emocje zaczynają się kiedy na kilka minut wchodzimy do łodzi na kilka minut, aby nią dopłynąć na wyspę, na którą zamieszkuje kolonia ok. 7 tys. pingwinów. Niesamowity widok. Kiedy przechodziliśmy alejką pomiędzy nimi, w pewnym momencie jeden pingwin wyskoczył na ścieżkę i skubnął Alę za nogawkę! Interesujące miejsce ale ze względu na dobro zwierząt możemy tam być tylko godzinę. Do Ushuaia wracamy łodzią a po drodze mijamy skalistą wysepkę z latarnią morską, na której wylegiwały się lwy morskie!

Młode pingwiny na początku stycznia są już całkiem duże

Młode pingwiny na początku stycznia są już całkiem duże

Z pingwinami

Z pingwinami

Koleżankę skubnął pingwin!

Koleżankę skubnął pingwin!

Pingwinie gniazda

Pingwinie gniazda

Lwy morskie wygrzewają się w słońcu przy latarni morskiej k. Ushuaia

Lwy morskie wygrzewają się w słońcu przy latarni morskiej k. Ushuaia

Kolejnego dnia idziemy zobaczyć Lagunę Esmeralda. Za miasto wyjeżdżamy busikiem a następnie mamy trekking 9,6 km w obydwie strony i ok. 450 m przewyższenia. Niby nic strasznego ale ponieważ w ostatnich dniach codziennie padało, droga zrobiła się błotnista i ślizga. No i nam przyszło przemierzać szlak w deszczu i błocie. Ale widok laguny wynagrodził wszystkie niedogodności.

Droga do Laguny

Droga do Laguny

Laguna Esmeralda w deszczu

Laguna Esmeralda w deszczu

Ostatniego dnia robimy tylko spacer po mieście, a właściwie miasteczku. Już w południe stawiamy się w kolejce do odprawy na nasz lot, który został przesunięty z 14:25 na 15:15 i jeszcze mieliśmy lądować na lotnisku za Buenos Aires. O 13.30 był natomiast lot na lotnisko w mieście i to na niego właśnie dotarli pasażerowie (w Ushuaia na lotnisku są tabliczki, że należy stanąć w kolejce do nadania bagażu min. 45 minut przed wylotem). Było sporo ludzi a okienka wolno pracowały. W związku z tym ktoś z obsługi zaczął tworzyć dwie kolejki – na najbliższy lot i pozostałe. My stanęliśmy jako pierwsi w tej drugiej kolejce ale zagadnąłem, czy możemy zamienić loty bo nasz przełożony to nam bardzo nie pasuje. I usłyszeliśmy, że mamy podejść jako ostatni i jak będzie miejsce to możemy lecieć! I udało się. Do miejsca nadania podchodzimy o 13.10 i mówimy, że chcemy lecieć o 13.30 i że tak się już umówiliśmy z Panią, która regulowała ruchem. Po 5 min. bez żadnych dopłat mamy nadane bilety na lot a my idziemy na kontrolę bezpieczeństwa i wchodzimy do samolotu. Na miejscach siedzimy o 13.25 a samolot ruszył 3 min później! Takie rzeczy to tylko tam mogą się wydarzyć!

Miasto Patagonii, na końcu świata

Miasto Patagonii, na końcu świata

Najbardziej wysunięte na południe miasto Ziemi Ognistej Ushuaia zostało wybudowane przez więźniów ponad 100 lat temu

Najbardziej wysunięte na południe miasto Ziemi Ognistej Ushuaia zostało wybudowane przez więźniów ponad 100 lat temu

Do hostelu w Buenos Aires docieramy o 18.30. Zostawiamy rzeczy i idziemy na miasto – mamy 2 godziny do zmroku. Mieszkamy w dzielnicy San Telmo, więc mamy kilometr do znajdującego się w dzielnicy Monserrat Plaza de Mayo. A największą atrakcją jest tutaj niewątpliwie różowa Casa Rosada, formalnie siedziba Prezydenta Argentyny ( zwykle Prezydent mieszka w Quinta de Olivos). Jedynym prezydentem w historii, który faktycznie tu mieszkał był Roque Sáenz Peña w latach 1910-1914. Charakterystyczny kolor Casa Rosada to dziecięcy róż. Kolor fasady ma dwie potencjalne przyczyny: jedna z wersji mówi, że Prezydent Domingo Faustino Sarmiento przy rozbudowie budynku kazał pomalować go na różowo, próbując rozproszyć napięcia polityczne poprzez zmieszanie kolorów opozycyjnych partii politycznych (federalni używali czerwonego, a unitarianie białego). Innym popularnym wytłumaczeniem charakterystycznego koloru budynku jest to, że został on pomalowany krowią krwią jako alternatywa dla farb, ponieważ farba łuszczyła się i odpadała w wilgoci. Nazwa najstarszego placu w Buenos Aires – Plaza de Mayo – pochodzi od wydarzeń rewolucji majowej 25 maja 1810 roku, a sam plac do dziś pozostaje miejscem protestów i wieców dla mieszkańców Buenos Aires. Tutaj znajdują się także siedziby ministerstw, banku centralnego i Katedra Trójcy Przenajświętszej, w której jako biskup posługiwał późniejszy papież Franciszek.

Pałac Prezydenta Argentyny

Pałac Prezydenta Argentyny

El Obelisco w Buenos Aires

El Obelisco w Buenos Aires

500 metrów dalej mamy Aleję 9 Lipca, siedmiopasmową drogę przecinającą miasto. Na jej skrzyżowaniu z Aleją Corrientes znajduje się Plaza de la Republica, przy którym stoi jeden z symboli Buenos Aires – El Obelisco, zwanym także Obelisco de Buenos Aires. To nowoczesny 67 metrowy pomnik, który został wzniesiony w 1936 roku, dla upamiętnienia 400 rocznicy założenia miasta Buenos Aires. Nieopodal Obelisku znajduje się najstarszy teatr Ameryki Łacińskiej. Teatr Colon, w którym od 1908 roku mieści się opera. Naprzeciwko niego znajduje się siedziba Trybunału.

Teatr Colon

Teatr Colon

Relaks w Urugwaju

Historia na ulicach Urugwaju

Historia na ulicach Urugwaju

Jeszcze przed świtem udajemy się do portu w Buenos Aires, aby promem popłynąć do Colonia del Sacramento, małego miasteczka w Urugwaju. Małego ale bardzo ładnego! Te 6 godzin spędzonych na miejscu mija nam bardzo szybko na zwiedzaniu, kąpieli w czerwonej wodzie Rio de la Plata i degustacji miejscowego przysmaku – Chivito Clásico al Plato. Rewelacja!

Ulica w Colonia del Sacramento

Ulica w Colonia del Sacramento

Latarnia nad zatoką

Latarnia nad zatoką

Molo w Colonia del Sacramento

Molo w Colonia del Sacramento

Chivito Clásico al Plato - jeden z przysmaków w Urugwaju

Chivito Clásico al Plato – jeden z przysmaków w Urugwaju

Buenos Aires

Dzielnica La Boca żyje piłką nożną

Dzielnica La Boca żyje piłką nożną

Murale w La Boca to standard

Murale w La Boca to standard

Kolorowa La Boca

Kolorowa La Boca

Po powrocie do Buenos Aires nadal jest powyżej 30℃, chociaż pada bądź kropi przez 2 godziny. W deszczu docieramy do dzielnicy La Boca. Stadion La Bombonera właśnie zamykają (10.00-18.00) a na deptaku Caminito nie ma żywej duszy. W drodze powrotnej zachodzimy na Plac Dorrego (centrum dzielnicy San Telmo i odrestaurowany plac targowy Mercado de San Telmo.

Kamienica w dzielnicy San Telmo

Kamienica w dzielnicy San Telmo

Trzeci dzień pobytu w Buenos Aires jest skrócony prze popołudniowy lot do San Paulo. Przed 7 jedziemy autobusem zobaczyć zabytkowy dworzec kolejowy Retiro-Mitre z 1915 roku, zaprojektowany przez brytyjskich architektów. Elementy stalowe konstrukcji powstały w Liverpoolu i przetransportowane do Buenos Aires, gdzie ponownie je zmontowano. Dworzec przez wiele lat był uważany za najważniejszy przykład inżynierii budowlanej w Ameryce Południowej i architektonicznie jeden z najlepszych budynków na świecie. W 1997 roku stacja Retiro-Mitre została uznana za Pomnik Narodowy. Niestety w całości jest zamknięty przez remont! Naprzeciwko dworca Retiro-Mitre znajduje się wieża zegarowa Torre Monumental, ufundowana przez Anglików z okazji odzyskania przez Argentynę niepodległości. Wieżę otwarto w dniu 24 maja 1916 roku.

Wieża zegarowa podarowana przez Brytyjczyków

Wieża zegarowa podarowana przez Brytyjczyków

Dworzec kolejowy Retiro-Mitre

Dworzec kolejowy Retiro-Mitre

Nowoczesne Buenos Aires

Nowoczesne Buenos Aires

Postoczniowa dzielnica Puerto Madero

Postoczniowa dzielnica Puerto Madero

Stamtąd przemierzamy do dzielnicy San Nicolas, której niewątpliwie największą atrakcją deptak Calle Florida, przy którym mieści wiele najróżniejszych butików, również tych z wyższej półki. Przy tej ulicy również co chwilę słychać słynne „Change money! Dollares! Euro!”. Następnie mijając Obelisk i Plaza de Mayo docieramy do odnowionej dzielnicy portowej Puerto Madero. Piękne miejsce na przerwę kawową. Po chwili oddechu udajemy się ponownie do kultowej dzielnicy La Boca. Caminito właśnie rozpoczęło swoją działalność i pojawili się pierwsi turyści. Zrobiło się jeszcze bardziej kolorowo i gwarno. Na kwadrans wchodzę na stadion La Bombonera a następnie udajemy się na ulicę Venezuela 615, gdzie w latach 1945-1963 mieszkał Witold Gombrowicz. Zabieramy bagaże i udajemy się do Muzeum Sztuk Pięknych. Stamtąd pożegnalny stek i w drogę na lotnisko.

Popularna ulica Caminito w dzielnicy La Boca

Popularna ulica Caminito w dzielnicy La Boca

Na stadionie Boca Juniors

Na stadionie Boca Juniors

W tej kamienicy mieszkał W. Gombrowicz

W tej kamienicy mieszkał W. Gombrowicz

Brazylia na chwilę

Katedra w Sao Paulo

Katedra w Sao Paulo

W San Paulo spędzamy ostatnie kilka godzin przed wylotem do Europy. Miasto jest niesamowicie duże (ponad 11 milinów mieszkańców), położne na niezliczonych pagórkach. Ma imponującą Katedrę Metropolitarną i całkiem ładną starówkę ale nie można zapomnieć widoku dziesiątek bezdomnych leżących na ulicach. Bajecznie drogie samochody i wielu bardzo biednych.

Współczesne Centrum Sao Paulo

Współczesne Centrum Sao Paulo

Stare Miasto w Sao Paulo

Stare Miasto w Sao Paulo

Klasztor Świętego Benedykta w Sao Paulo

Klasztor Świętego Benedykta w Sao Paulo

25 dni w podróży minęło zdecydowanie za szybko. Wiele miejsc zostało nieodkrytych, do których warto powrócić. Natomiast pingwiny być może zobaczę już za dwa miesiące…

Tutaj dorastają małe pingwiny

Tutaj dorastają małe pingwiny

Słodziaki

Słodziaki

Do zobaczenia!

Do zobaczenia!

dodaj komentarz